Adoracja dla chorych

 

ADORACJA
dla chorych na duszy i ciele

Panie – jesteś tutaj pośród nas. Wierzymy w Twoją OBECNOŚĆ teraz wśród nas. Wierzymy, że w Najświętszym Sakramencie jesteś tu z nami tak samo jak byłeś i chodziłeś po ziemi 2000 lat temu.
Kłaniamy się Tobie i błogosławimy… uwielbiamy i wychwalamy…
To Ty nas tu zawołałeś – nas chorych i tych, którzy się nami opiekują, nasze rodziny i naszych bliskich…
Dziękujemy Ci za Twoją łaskę… przyjęliśmy Cię w Eucharystii i teraz możemy być na tej adoracji – bo Ty tego zapragnąłeś... Chciałeś nam dać okazje, byśmy wołali do Ciebie, bo Ty chcesz spełnić nasze intencje i nasze pragnienia… Ty chcesz nas obdarować…
Pragniemy dzisiaj modlić się  o  ZDROWIE   DUSZY  i  CIAŁA, bo  wierzymy, że  tylko  W  TWOICH  JEZU  RANACH  JEST  NASZE  UZDROWIENIE. Prosimy Cię, aby przez Twoje  ŚWIĘTE  RANY Miłość  spłynęła do wszystkich zakamarków naszego życia. Prosimy o  uzdrowienie fizyczne i duchowe… prosimy o uwolnienie od tych barier, którymi sami odgrodziliśmy się od Ciebie i Twojej Miłości.

W dzisiejszej ewangelii słyszeliśmy, że ludzie z całej okolicy przynosili do Ciebie chorych. Gdziekolwiek się Jezu pojawiałeś, ludzie kładli chorych na noszach i prosili, aby mogli się dotknąć choć frędzli u Twego płaszcza, a wszyscy, którzy się Ciebie dotknęli – odzyskiwali zdrowie (Mk 6,56).

Przynieśliśmy tu dzisiaj, do tej świątyni, nasze choroby i bóle. Wielu  najciężej chorych zostało w domach, a może w szpitalach, może przykutych do łóżek. Przynosimy ich teraz na noszach modlitwy...
My chorzy, możemy być tutaj dzięki tym, którzy nas przywieźli. Przynosimy na noszach naszego cierpienia – miłość tych wszystkich, którzy się nami opiekują, troszczą się o nas, dzięki którym żyjemy godnie.
Złóżmy nasze nosze modlitwy i miłości przed Najświętszym Sakramentem. Na miarę wiary, na jaką nas teraz stać, wyobraźmy sobie, że ci wszyscy, których złożyliśmy na tych noszach – dotykają teraz frędzli Twojego płaszcza… a może promieni Monstrancji…
My, którzy przyjęliśmy Ciebie w Komunii, już nie musimy dotykać rąbka szaty, ani frędzli u Twojego płaszcza – jesteśmy zanurzeni w Tobie, jesteśmy całkowicie ubrani w Twoje szaty, zjednoczeni z Tobą…

Możesz więc otrzymać wszystko w czasie tej adoracji. Pamiętaj tylko, że istota nie tkwi w słowach, które są czytane – ale w tobie i w oddaniu z  jakim złożysz pod Jego Krzyż to, co w tobie jest chore… zarówno na duszy jak i na ciele… W ewangelii wg św. Marka czytamy: „Nie  potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie  przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mk 2,17). Każdy z nas tu obecnych potrzebuje uzdrowienia… trzeba tylko abyśmy umieli nazwać swoje choroby i potrafili ofiarować je Jezusowi…
Wszystko to, co w czasie adoracji ci się przypomina, oddawaj Jemu i od tego momentu nie skupiaj się na tym – nie adoruj swojego bólu, ale ukryj go w Jego Ranach… Ty zajmuj się Jezusem – a On zajmie się tobą
On Cię uzdrowi, uleczy, obmyje swoją Krwią – tylko UWIERZ, na miarę twojej WIARY się to stanie. Do Jaira, którego córeczka umarła, Jezus powiedział: „Nie bój się! Wierz tylko!” – i  uwierzył, i stało się.

W tej świątyni są teraz osoby, które cierpią. Są osoby, które cierpią przez kilka, kilkanaście lat – może przez całe życie. Cierpią jeśli nie fizycznie, to duchowo lub psychicznie. Ból może być spowodowany przez choroby ciała, ale także przez lęki, depresję i te doświadczenia, od których chcemy uciec... Przyczyną cierpienia jakże często może być drugi człowiek… zwłaszcza ten, którego bardzo się kocha, z którym żyje się na co dzień. W rodzinie czy w środowisku możemy być otoczeni przez osoby, których słowa lub czyny nas ranią i zadają ból nie do wytrzymania…
Można też cierpieć i to bardzo, kiedy się chce pomóc ukochanej osobie a ona nie chce tej pomocy przyjąć… cierpieć, bo najbliższa mi osoba, na moich oczach, tak bardzo Ciebie, o Mój Ukochany Jezu rani… tak bardzo Ciebie biczuje…
Można z bólem patrzeć na chorobę kogoś najbliższego i nie móc w  żaden sposób ulżyć w cierpieniu… Można patrzeć jak tracimy ukochaną osobę, można przeżyć boleśnie czyjąś śmierć…

Zapraszamy Cię Panie do wszystkich spraw, problemów i cierpień z jakimi tu przyszliśmy, zapraszamy Cię do naszych domów, gdzie nasi najbliżsi ranią nas z Twego powodu… Zapraszamy Cię tak jak Jair do naszych domów, gdzie nie zawsze jesteś na pierwszym miejscu…
Przyjdź Panie do tych strat, z którymi tak bardzo trudno nam się pogodzić, przyjdź Panie Jezu do pustki w naszych sercach, może po odejściu najbliższych nam osób…
Z wiarą – taką na jaką nas w tej chwili stać – adorujemy Cię Jezu, wielbimy Cię Jezu, przepraszamy Cię Jezu, prosimy Cię Jezu …
Ty widzisz każdego z nas i z naszych najbliższych, których tu przynieśliśmy na noszach modlitwy… Każde z naszych imion jest wypisane na obu Twych dłoniach Panie… Ty widzisz i każdego wołasz po imieniu, każdego pytasz jak niewidomego Bartymeusza: „co chcesz abym Ci uczynił…”  … Nie bójmy się prosić o wiele … Mówmy do Jezusa o konkretnych chorobach, bo tylko choroba przyzywa lekarza… Wierzymy, że przechodzisz teraz pomiędzy nami i pytasz każdego z nas: „co chcesz abym ci uczynił?”

W Ranach Twojego Biczowania i Przenajświętszej Krwi, która z nich wypływa, dotykaj naszych kości, stawów, naszego chorego ciała… niech  te nasze ciała doznają uzdrowienia, przez Twoje umęczone, ubiczowane Ciało …
W Krwi, która została wylana podczas biczowania zanurzamy wszystkie choroby serca, nadciśnienie, problemy z cukrem, trzustką, oczyszczaj krew, przychodź do wszystkich chorych, którzy nie mogą tu być…
Cierniem poraniona Twoja Głowa niech da uzdrowienie we wszystkich chorobach związanych z naszą głową…
To w naszej głowie rodzą się złe myśli, nienawiść i zazdrość… to moja głowa rozpamiętuje krzywdy zamiast przebaczyć… to w mojej głowie panuje duch zamętu, duch lęku i duch smutku…
Niech w Krwi płynącej z Twojej Głowy – zostaną zanurzone osoby, które są po wylewach, które mają myśli bluźniercze, samobójcze, które cierpią na bóle głowy, migreny, bezsenność, koszmary… W Twojej Krwi wylanej po Cierniach – zanurzamy nasze słabe oczy, słaby słuch… przyprowadzamy Ci Panie tych, którzy utracili zdolność słuchania swoich najbliższych…
Obmywamy tych, których oczy są na uwięzi, którzy nie widzą już naszych problemów, są zamknięci w swoim chorym świecie… Przywróć oczy duchowe dla tych, którzy nie widzą Ciebie, nie słyszą Twojego słowa…
Oddajemy Ci Jezu ludzi dotkniętych nałogami – uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, komputera… Dotykaj każdego zniewolenia, wybawicielu z niewoli wyprowadź nas z naszej niewoli…

(W ciszy rozmawiamy z Jezusem o swoich chorobach …)

Chcę aby Twoja Święta Krew mnie obmyła, abym w Twoich Ranach został uzdrowiony. Niech ta życiodajna Krew popłynie we mnie, dotrze do każdego mojego chorego miejsca… Obmywaj mnie Krwią z Rany Twojego Serca… Twoje Serce ugodzone włócznią NIEWIARY naszych serc…       

(W ciszy – oddajemy swoje zniewolenia i obmywamy w Jego Krwi …)

Bóg ma upodobanie w ludziach, którzy nie wstydzą się bólu, poniżenia, odrzucenia przez innych, którzy nie lękają się cierpienia… …Bóg ma upodobanie w tym, co jest słabe, poranione, grzeszne...
Wokół Jezusa trudno było znaleźć ludzi idealnych, ale  aż roi się od niedoskonałych i grzesznych… ułomnych i  cierpiących… chorych na ciele i duszy... Tak jakby ludzkie doświadczenie bólu, poniżenia i zła – przyciągało Boga…
W ewangeliach widzimy, że właśnie choroba, ślepota i grzech, opętanie i niemoc – umożliwiają spotkanie z Jezusem, przyzywają lekarza, który może zaradzić wszelkim dolegliwościom…
Nasze cierpienie i ból, trudne sytuacje i problemy – nie tylko nie są przeszkodą – ale są właśnie szansą, aby objawiła się na nas Jego uzdrawiająca moc…

(W ciszy składamy swoje problemy i cierpienia pod Jego Krzyżem …)

Nie bój się oddawać Mu wszystkiego co najgorsze, najbardziej brudne a nawet obrzydliwe było czy jest w Twoim życiu… Właśnie w naszym cierpieniu jesteśmy najbardziej podobni do Jezusa…
Nie w naszych zasługach, w naszych „dobrych uczynkach”, w naszych odmawianych pacierzach, w nieudolnych modlitwach, w „zaliczonych” mszach świętych, nabożeństwach i adoracjach…
ale właśnie w naszym bólu i cierpieniu, w naszych ranach i poniżeniu … w tym wszystkim co najtrudniejsze w życiu nas spotkało – w tym jesteśmy najbardziej PODOBNI do SAMEGO BOGA…

(W ciszy powierzamy Jezusowi to, czego najbardziej się wstydzimy …)

W cierpieniu Boga-Człowieka możesz odnaleźć swoją historię…
Im bardziej jesteś podobny do Niego – tym bardziej On otworzy Niebo przed Tobą …
Szukajmy tych podobieństw w najtrudniejszych momentach naszego życia i zanieśmy to pod Jego Krzyż... im więcej tych momentów znajdziesz, tym bardziej upodobnisz się do Niego… im więcej swoich cierpień złożysz pod Jego Krzyżem, tym bardziej złączysz się z Jego cierpieniem, będziesz dla Niego Szymonem z Cyreny...

(W ciszy szukamy naszych podobieństw do cierpiącego Jezusa …)

Może moją Drogą Krzyżową jest to, że sam na siebie źle patrzę… że  widzę tylko zło w moim życiu… że ciągle tylko narzekam… Wciąż  jestem niezadowolony… widzę tylko same niepowodzenia… nie  potrafię się cieszyć…
Nie widzę sensu życia… popełniłem takie błędy, nie mogę sobie tego wybaczyć… pojawia się smutek, gorycz… a może nawet lęk przed zbawieniem… czy Bóg mi przebaczy skoro nic dobrego nie zrobiłem…
Ciągle myślę tylko o sobie… ciągle mówię tylko o sobie, o swoich ranach, o swoich chorobach, o swoich problemach … czuję się ofiarą…
W końcu, kiedy jest najciemniej, kiedy sięgam dna – oskarżam Ciebie Boże, obrażam się na Ciebie…
W myślach krzyczę: Panie Boże, dlaczego mnie to spotkało…? Dlaczego  dopuszczasz takie trudne sytuacje, takie problemy, takie choroby…?  Czy nie widzisz jak bardzo cierpię…? Chciałabym krzyczeć tak jak Ty Jezu : „Boże, mój Boże – czemuś mnie opuścił…”

(W ciszy przypominamy sobie historię swojego życia …)

Im więcej uda ci się znaleźć chorób na swojej duszy i na ciele, tym więcej zostanie obmytych Krwią z Jego Ran… Teraz jest ten czas – CZAS UZDRAWIANIA – nie bójmy się CISZY – dajmy Jezusowi CZAS aby nas uleczył… Chciejmy poczuć  Jego   UZDRAWIAJĄCY DOTYK…

(W ciszy obmywamy nasze grzechy … staramy się poczuć dotknięcie Pana…)

Niech woda z Twojego przebitego niewiarą Serca mnie obmywa… Niech  Twoja Krew popłynie we mnie, dotrze do każdego mojego chorego miejsca, niech mnie uzdrawia …

(W ciszy rozważamy, że w Ranach Twoich jest nasze uzdrowienie …)

Śpiew:

„U Pana dziś – zostawiam troski swe
Oddaję Mu – On chętnie ciężar mój chce nieść
Składam go u Jego stóp – i ulgę czuję znów
Moje zwątpienia, strach u Pana składam dziś”      2x

Zanim wyjdziemy stąd – pamiętajmy, że Ty Jezu przecież nie zostałeś na Krzyżu, nie zostałeś w grobie – Ty Jezu żyjesz…

Pamiętajmy, że każdy mój krzyż skończy się tak jak Twój – ZMARTWYCHWSTANIEM… Razem z Matką Teresą z Kalkuty powtarzajmy słowa: „nigdy nie pozwól, by cokolwiek tak bardzo wypełniło cię smutkiem, że przez to zapomniałbyś radości Zmartwychwstałego Chrystusa”…

Miłość Boża jest teraz w nas i przekracza wszelkie cierpienie... Teraz,  kiedy pójdziemy do domów, nie nieśmy już ze sobą cierpień, ale  zabierzmy  radość  i  UWIELBIENIE…
Dlatego na koniec – całym sercem – Uwielbiajmy Pana…  Uwielbiajmy  za to co się wydarzyło dzisiaj podczas Eucharystii i  na  tej  adoracji… uwielbiajmy za wszystko dobro, którego doświadczamy… i za to, że mogliśmy doświadczyć spotkania z Tobą…
Łatwo jest uwielbiać Boga za dobro, ale tym co może być najcenniejszą perłą jest  NIEUSTANNE  UWIELBIANIE  PANA i BOGA W TYM CO TRUDNE, W TYM, CO NAS BOLI, UWIELBIANIE W CHOROBIE I CIERPIENIU… niech  moc tego uwielbienia idzie z nami do naszych domów i do naszej codzienności…

Panie Jezu, bądź uwielbiony, bądź błogosławiony… powtarzajmy razem:

– w naszych problemach zdrowotnych –UWIELBIAMY CIĘ PANIE
– w chorych komórkach mego ciała     – UWIELBIAMY CIĘ PANIE
– w chorych narządach                         – UWIELBIAMY CIĘ PANIE
– w moim kalectwie                               – UWIELBIAMY CIĘ PANIE
– w mojej niemocy                                 – UWIELBIAMY CIĘ PANIE
– w mojej słabości                                 –  UWIELBIAMY CIĘ PANIE

Pieśń uwielbienia:  „Niech będzie chwała i cześć i uwielbienie...” albo „Wielbić Pana chcę, radosną śpiewać pieśń…”

Opracowała: Maria Marta