Wydrukuj tę stronę

Adwentowa rozmowa z chorymi

 

Adwentowa rozmowa z chorymi

 

Kilka lat temu w wydawnictwie Salwator ukazał się zbiór medytacji obecnego papieża Benedykta XIV z czasów, kiedy był arcybiskupem Monachium. Nosi ta mała książeczka  tytuł „Błogosławieństwo Bożego Narodzenia. Medytacje”. Jedno z rozważań dotyczy przeżywania adwentu przez osoby cierpiące.

Rozpoczynając swoją adwentową rozmowę z chorymi Joseph Ratzinger stwierdza, że radosne oczekiwanie na zbliżające się Boże Narodzenie może być szczególnie trudnym czasem dla osób, których dotyka doświadczenie choroby.

„Ale być może to właśnie adwent stanie się w szczególny sposób lekarstwem dla duszy, lekarstwem, które czyni bardziej znośnymi wymuszoną bezczynność i cierpienie, a nawet pomoże w odkryciu łaski, która jest ukryta w stanie choroby” – mówi na wstępie Autor.

W słowie „adwent” zwraca natomiast naszą uwagę na kilka znaczeń tego terminu. Po pierwsze, można to łacińskie słowo przetłumaczyć jako obecność, nadejście, odwiedziny, nawiedzenie.

„Słowa „nawiedzenie”, „odwiedziny”  powinny nam uświadomić, że nawet to, co trudne, może zawierać coś z piękna adwentu. Choroba i cierpienie, podobnie jak wielka radość, mogą być osobistym przeżyciem adwentu – odwiedzin Boga, który chce wkroczyć w moje życie i pochylić się nade mną. Nawet jeśli nie jest to łatwe, pomimo wszystko powinniśmy spróbować przeżyć czas choroby w taki sposób: Pan przerwał na jakiś czas moją aktywność, abym na chwilę pozostał w ciszy.

(…) Muszę czekać. Muszę zastanowić się nad sobą, muszę znosić swoją samotność. Muszę znieść ból, muszę zaakceptować samego siebie. A to wszystko nie jest łatwe. Ale czy nie jest rzeczywiście tak, że w tej ciszy czeka na mnie Bóg?

(…) Jeśli nauczę się przyjmować siebie w tych dniach ciszy, jeśli zaakceptuję ból, gdyż w ten sposób Pan mnie oczyszcza – to czy nie stanę się bardziej bogaty niż wówczas, gdybym wygrał wiele pieniędzy? Czy nie stanie się ze mną coś, co jest bardziej trwałe i owocne niż rzeczy, które można przeliczyć? Odwiedziny Pana – być może choroba będzie miała inną wagę, jeśli przeżyjemy ją jako część adwentu”.

Autor ukazał też inny aspekt adwentu.

„Drugim podstawowym elementem adwentu jest oczekiwanie, które zarazem jest nadzieją. (…) Człowiek jest w swoim życiu kimś, kto czeka: Jako dziecko chce być dorosły, jako dorosły chce robić karierę i odnosić sukcesy; potem oczekuje na odpoczynek, a w końcu przychodzi czas, kiedy odkrywa, że jego nadzieja była zbyt mała, jeśli poza pracą i pozycją społeczną nie ma już na co oczekiwać. Ludzkość zawsze miała nadzieję na lepsze czasy; chrześcijanie ufają, że poprzez całą historię przechodzi Pan, który kiedyś zbierze wszystkie nasze łzy i cały nasz trud, tak że wszystko znajdzie swoje wyjaśnienie i spełnienie w Jego królestwie. To, że człowiek jest istotą oczekującą, jest szczególnie widoczne w okresie choroby. Każdego dnia czekamy na oznaki polepszenia, a w końcu na całkowite wyzdrowienie”.

Oczekiwanie może dla kogoś stawać się nieznośne; ma to miejsce wtedy, gdy czas nie jest wypełniony sensem, gdy obecna chwila jest pusta. Jednak dla chrześcijanina każda chwila ma wartość, bo Pan jest już teraz z nami, przy nas. Przemawia do nas na wiele sposobów – w Piśmie Świętym, przez wydarzenia życia, przez cały wszechświat.

„Mogę się do Niego zwrócić, mogę się Mu poskarżyć, mogę Mu opowiedzieć o swoich cierpieniach, o swoim braku cierpliwości, mogę zadawać Mu pytania, wiedząc, że On zawsze mnie słucha. Jeśli On istnieje, to nie istnieje bezsensowny i pusty czas. Każda chwila ma wówczas wartość, nawet jeśli nie potrafię w niej zrobić niczego innego, jak tylko w ciszy znosić swoją chorobę. Jeśli On istnieje, to zawsze można mieć nadzieję, nawet jeśli po ludzku wydaje się ona niemożliwa. (…) Oczekuje nas bowiem coś większego, a czas bezczynności może być najwyższą formą dojrzewania. Chrześcijańska nadzieja nie pozbawia zatem czasu jego wartości, lecz przeciwnie – nadaje wartość każdej chwili życia” – mówi Autor, przechodząc to trzeciego wymiaru adwentu.

„Adwent nie jest tylko teraźniejszością i oczekiwaniem wiecznej przyszłości; jest również w szczególny sposób czasem radości – radości wewnętrznej, której cierpienie nie może usunąć”.

Aby lepiej zrozumieć możliwość doświadczania, mimo cierpienia, radości w adwencie, Autor proponuje refleksję nad „wewnętrzną treścią naszych zwyczajów adwentowych”; takich jak strojenie choinek przed Bożym Narodzeniem, pieczenie ciasta, dawanie sobie prezentów.

Te zwyczaje, prawie wszystkie, swymi korzeniami tkwią w słowach Pisma Świętego.

Cytując Psalm 96, „Niech się (…) radują wszystkie drzewa leśne przed obliczem Pana, bo nadchodzi”, Autor komentuje: „Zdobienie drzewek w okresie Bożego Narodzenia jest niczym innym, jak próbą zilustrowania tych słów: Pan jest tutaj – w to wierzyli i to wiedzieli nasi przodkowie, drzewa muszą zatem wyjść Mu na spotkanie, pochylić się przed Nim, wychwalać swego Pana”.

Nawet pieczenie ciasta ma swoje korzenie w adwentowej liturgii Kościoła. „I w tym przypadku nasi przodkowie świętowali Boże Narodzenie jako dzień, w którym rzeczywiście przyszedł do nas Bóg. Jeśli tej nocy przychodzi Bóg, to można by powiedzieć, że dzięki Niemu „rzeki płyną miodem”. A zatem prawdą jest, że wypełnia On całą Ziemię; tam, gdzie jest Bóg, znika wszelkie zgorzknienie, niebo i Ziemia, Bóg i człowiek spotykają się, a miód i ciasto są znakiem pokoju, zgody i radości”.

Boże  Narodzenie jest tym radosnym świętem, kiedy obdarowujemy się prezentami, aby naśladować Boga, który obdarza nas samym sobą. To On, narodzone Dziecko jest tym najwspanialszym darem, który „zachęca nas do dziecięcej ufności, do obdarowywania i do otwierania się na dar”.

„Być może nie jest łatwo otworzyć się na te radosne tony wówczas, gdy dręczą nas pytania, gdy musimy borykać się nie tylko z cielesną chorobą, ale i z problemami duchowymi, które raczej skłaniają nas do buntu przeciwko niepojętemu Bogu. Ale znak nadziei, którym jest to Dziecko, skierowany jest właśnie do cierpiących. (…) Być może czas adwentu powinniśmy świętować właśnie przez otwarcie naszej duszy na te znaki, na przyjęcie ich ciepła bez nadmiernego roztrząsania i pytania, pełni ufności w niezgłębioną dobroć tego Dziecka, które poruszyło góry do śpiewu, a drzewa leśne do klaskania z radości” –kończy Autor.

Co niech będzie i naszym udziałem.