Wydrukuj tę stronę

Czym jest Godzina święta

 

Czym jest Godzina święta i jak ją przeżywać?

Godzina święta jako nabożeństwo przeżywane wspólnie, a także jako wyjątkowa godzina indywidualnej modlitwy, rozwinęło się w Kościele za sprawą objawień, jakie miała św. Małgorzata Maria Alacoque w 1674 roku. Pan Jezu powiedział do niej: „Każdej nocy z czwartku na piątek, uczynię cię uczestniczką śmiertelnego smutku, któremu dobrowolnie poddałem się w Ogrodzie Oliwnym, a ten smutek, którego nie będziesz mogła pojąć, przyprawi cię o pewnego rodzaju konanie, cięższe do zniesienia niż śmierć. Aby Mi towarzyszyć w tej pokornej modlitwie, którą wtedy posyłałem do Mego Ojca wśród tych wszystkich udręczeń, wstawać będziesz między jedenastą a dwunastą w nocy i leżąc godzinę ze Mną twarzą ku ziemi  będziesz przez tę godzinę łagodzić gniew Boży, błagać o zmiłowanie nad grzesznikami oraz w pewnej mierze osładzać mi boleść zadaną przez opuszczenie od Apostołów, która była powodem uczynionej im wymówki, że jednej godziny nie mogli ze Mną czuwać. W ciągu tej godziny czynić będziesz to, czego cię nauczę”.

W świetle tego tekstu rozważmy istotne cechy Godziny świętej.

„Uczynię cię uczestniczką mojego smutku”

Pan Jezus mówi do św. Małgorzaty najpierw o tym, co On uczyni. Mówi o łasce, którą chce jej ofiarować. Jest to dar bardzo nietypowy, mianowicie udział w smutku, jaki przeżywał w Ogrójcu. Będzie to smutek, który przyprawi ją o pewnego rodzaju konanie, cięższe do zniesienia niż śmierć. Ona nie będzie mogła tego pojąć, ale będzie w tym uczestniczyć. To pierwsza cecha godziny świętej – uczestniczyć w tym, co przeżywał Jezus w Ogrójcu.

Jezus daje nam udział w swoim życiu. Wprowadza nas w swój świat, w swoją miłość do Ojca i do ludzi, w swoje cierpienia i swoją chwałę. Gdy myślimy o Ogrójcu wspominamy słowa św. Mateusza, który pisze, że Jezus „wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana” (Mt 14,33). Do Ogrójcu człowiek nie idzie sam, lecz jest się prowadzony przez Jezusa. On wybrał miejsce, w którym rozpoczyna się „Jego godzina”. Tam prowadzi uczniów, aby z Nim byli. Do św. Małgorzaty mówi, że da jej udział w swoim smutku.

Co Pan Jezus przeżywał w Ogrójcu? Papież Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” pisze: „(Ewangelista) Jan wyraża niewątpliwie pierwotny lęk stworzeń wobec zbliżającej się śmierci. Jest tu jednak coś więcej jeszcze: szczególny wstrząs Tego, który jest samym życiem, wstrząs wywołany przez otchłań całej potęgi destrukcji, zła, tego, co sprzeciwia się Bogu, i co teraz przytłacza Go bezpośrednio, co za chwilę ma wziąć na siebie – więcej nawet: przyjąć do swego wnętrza, w następstwie czego On sam «stanie się grzechem».

Ponieważ jest Synem, dlatego właśnie z przeraźliwą jasnością widzi cały brudny potok zła, całą potęgę kłamstwa i pychy, całe wyrafinowanie i potworność zła, które zakłada maskę życia, a zawsze służy niszczeniu bytu oraz hańbieniu i unicestwieniu życia. Dlatego właśnie że jest Synem, szczególnie głęboko odczuwa trwogę, brud i podłość – całą potęgę grzechu i śmierci, które musi wypić w przeznaczonym dla Niego „kielichu”. Wszystko to musi przyjąć do swego wnętrza, ażeby to w sobie pozbawić mocy i pokonać” (t. II, s. 169).

Godzina święta to czas, w którym Jezus daje nam udział w tym, co przeżywał w Ogrójcu, a my staramy się całym sercem otwierać na ten dar. Jest on bardzo trudny i wymagający. Nie polega na uniesieniach duchowych, tylko na doświadczeniu walki wewnętrznej. Nie jest to spojrzenie na chwałę Boga, lecz na ogrom zła, jakie popełnia człowiek. Nie jest to wlanie w serce radości, lecz udział w bezgranicznym smutku, jakie opanował serce Zbawiciela.  

Takie doświadczenie opisuje również św. Faustyna: „Pragnęłam gorąco spędzić noc całą w ciemnicy z Panem Jezusem. Modliłam się do jedenastej, o jedenastej powiedział mi Pan: Połóż się na spoczynek, dałem ci przeżyć w trzech godzinach to, com cierpiał przez noc całą. I natychmiast położyłam się do łóżka.

Sił fizycznych nie miałam wcale, męka odebrała mi je zupełnie. Cały ten czas byłam jakby w omdleniu, każde drgnienie Serca Jezusa odbijało się w moim sercu i przeszywało moją duszę. Nawet gdyby te męki mnie samej dotyczyły, to bym mniej cierpiała, ale kiedy patrzę na Tego, którego ukochało całą mocą serce moje, że On cierpi, a ja Mu w niczym ulżyć nie mogę, serce moje rozpadało się w miłości i goryczy. Konałam z Nim, a skonać nie mogłam; ale nie zamieniłabym tego męczeństwa za wszystką rozkosz świata całego. Miłość moja w tym cierpieniu spotęgowała się do niepojęcia. Wiem, że Pan mnie podtrzymywał swą wszechmocą, bo inaczej nie wytrzymałabym ani chwili. Wszystkie rodzaje mąk przeżywałam razem z Nim w sposób szczególny. Nie wszystko jeszcze świat wie, co Jezus cierpiał. Towarzyszyłam Mu w Ogrójcu i w ciemnicy, w badaniach sądowych, byłam z Nim w każdym rodzaju męki Jego; nie uszły uwagi mojej ani jeden ruch, ani jedno spojrzenie Jego, poznałam całą wszechmoc miłości i miłosierdzia Jego ku duszom” (Dz 1054).

 „Aby Mi towarzyszyć... będziesz wstawała w każdy czwartek”

W dalszych słowach, skierowanych do św. Małgorzaty, Pan Jezus mówi co ona ma czynić: „Aby Mi towarzyszyć w tej pokornej modlitwie, którą wtedy posyłałem do Mego Ojca wśród tych wszystkich udręczeń, wstawać będziesz między godziną 11 a 12 w nocy”. W tych słowach widzimy najpierw pragnienie Jezusa, aby Mu towarzyszyć. Podobnymi słowami Ewangeliści opisują pierwszy cel powołania Apostołów: „I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14). W Ogrójcu mówił do nich: „Czuwajcie ze Mną” (Mt 26,38).

Pragnienie Zbawiciela, wyrażone wobec św. Małgorzaty, brzmi podobnie: „Aby Mi towarzyszyć”. On oczekuje jej obecności i to nie tylko zewnętrznej. To ma być jedność serc. Ona ma uczestniczyć w tym, co On przeżywał. Jego ból, smutek, walka wewnętrzna, a także Jego modlitwa stają się jej udziałem. Ta, którą wybrał, ma się modlić w czwartkową godzinę nocną, ma Mu towarzyszyć w pokornej modlitwie, którą wtedy zanosił do Ojca wśród wszystkich udręczeń.

Tę myśl Pan Jezus podejmuje jeszcze raz. Modlitwa, do której On zaprasza św. Małgorzatę ma „w pewnej mierze osładzać mi boleść zadaną przez opuszczenie od Apostołów, która była powodem uczynionej im wymówki, że jednej godziny nie mogli ze Mną czuwać”. Podobne słowa kierował Pan Jezus również do św. Faustyny: „W czasie adoracji rzekł do mnie Jezus: Córko moja, wiedz, że miłość twa żywa i współczucie, jakie masz dla mnie, były mi pociechą w Ogrójcu” (Dz. 1664). Miłość św. Faustyny była dla Jezusa pociechą, a oziębłość innych dusz była dla Niego udręką. Prosi On św. Faustynę w ostatnim dniu nowenny do Miłosierdzia Bożego: „Dziś sprowadź Mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaści miłosierdzia Mojego. Dusze te najboleśniej ranią Serce Moje. Największej odrazy doznała dusza Moja w Ogrójcu od dusz oziębłych. One były powodem, iż wypowiedziałem: «Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja». Dla nich ostateczną deską ratunku jest – uciec się do miłosierdzia Mojego” (Dz. 1228).

Senność, ociężałość czy oziębłość to problemem, z którym borykają się uczniowie Jezusa wszystkich czasów. Pięknie wyjaśnia ten problem Ojciec Święty Benedykt XVI w homilii wygłoszonej 20.04.2011: „Jezus mówi swoim uczniom: «Pozostańcie tu i czuwajcie», i to wezwanie do czuwania dotyczy właśnie chwili udręki, zagrożenia, kiedy przybędzie zdrajca, ale dotyczy całych dziejów Kościoła. Jest to niezmien­ne przesłanie dla wszystkich czasów, ponieważ ospałość uczniów nie była tylko problemem tamtej chwili, ale stanowi problem całej historii. Pytamy więc, na czym polega ta ospałość, na czym pole­gałoby czuwanie, do którego wzywa nas Pan. Rzekłbym, że ospałość uczniów na przestrzeni dziejów to pewna niewrażliwość duszy wobec mo­cy zła, niewrażliwość na całe zło świata. Nie chce­my się zbytnio niepokoić tymi rzeczami, chcemy o nich zapomnieć; myślimy, że może nie będzie aż tak źle, i zapominamy. I nie jest to tylko niewrażli­wość na zło, podczas gdy powinniśmy czuwać, aby czynić dobro, aby walczyć o moc dobra. To nie­wrażliwość na Boga: oto nasza prawdziwa ospa­łość; ta niewrażliwość na obecność Boga, która sprawia, że jesteśmy niewrażliwi na zło. Nie mamy poczucia Boga - niepokoiłby nas - i dlatego oczywiście nie wyczuwamy również siły zła i idzie­my naszą wygodną drogą. Nocna adoracja Wiel­kiego Czwartku, czuwanie z Panem powinno właśnie być początkiem refleksji nad ospałością uczniów, obrońców Jezusa, apostołów, nas samych, którzy nie widzimy, nie chcemy widzieć, jak wielka jest moc zła, i nie chcemy uczestniczyć w Jego męce, której celem jest dobro, obecność Boga w świecie, miłość bliźniego i Boga”.

Jedna godzina w czwartek wieczorem, a szczególnie w pierwszy czwartek, to niby niewiele, a równocześnie tak dużo. Być z Jezusem w Ogrójcu, pokonując zmęczenie, senność, a także różne postaci zobojętnienia na to, co On przeżywał w tej wyjątkowej godzinie, to wielki dar i trudne zadanie dla tych, którzy Go kochają.

„Leżąc godzinę ze Mną twarzą ku ziemi będziesz ...”  

Te słowa Pana Jezusa, skierowane do św. Faustyny, mogą zaskakiwać. Jest w nich mowa o pozycji ciała. Św. Małgorzata ma się modlić w takiej postawie, jaką przyjął On sam w Ogrójcu i dodaje „ze Mną”. Ona ma Go nie tylko naśladować, lecz także być w jedności z Nim (pour te prosterner une heure avec moi, la face contre terre).

Ewangeliści tak opisują postawę Jezusa w Ogrójcu: „I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się” (Mt 26,39); „I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się” (Mk 14,35); „Oddalił się od nich na odległość jakby rzutu kamieniem, upadł na kolana i modlił się” (Łk 22,45). Mateusz mówi: „Upadł na twarz”, Marek: „Upadł na ziemię”, a Łukasz: „Upadł na kolana”.

Zapewne św. Małgorzata, modląc się w swojej celi, jednoczyła się z Jezusem leżąc twarzą do ziemi. Często taką postawę na modlitwie przyjmował św. Jan Paweł II. Była to zawsze indywidualna modlitwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ktoś w swoim pokoju czy w swojej celi lub też w pustej kaplicy, modlił się w takiej postawie. Jest to jego wybór. Nie jest jednak w zwyczaju we wspólnej modlitwie leżeć twarzą do ziemi. Zalecona jest modlitwa na klęcząco, łącząc się duchowo z Jezusem, który „upadł na ziemię”.

„Będziesz łagodzić gniew Boży i błagać o zmiłowanie nad grzesznikami”

Pan Jezus wyróżnia dwie intencje tego godzinnego czuwania, do którego zaprasza św. Małgorzatę Marię. Ma jednoczyć się z Jezusem w Jego agonii w Ogrójcu, aby „łagodzić gniew Boży i błagać o zmiłowanie nad grzesznikami”.

Pismo Święte wiele razy mówi o gniewie Boga. Mówi o nim sam Jezus: „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży” ( 3,36). Przed nim przestrzega św. Paweł Apostoł: „Gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1,18); „Przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga” (Rz 2,5); „Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowami, bo przez te grzechy nadchodzi gniew Boży na buntowników” (Ef 5,6).

Pan Jezus mówi, że pokorna modlitwa w zjednoczeniu z Nim, gdy modli się On w Ogrójcu, łagodzi gniew Boga. Kiedyś Mojżesz gorąco prosił zagniewanego Boga, aby nie niszczył narodu, który źle postępował, lecz okazał mu miłosierdzie. Chrześcijanin, zjednoczony z Jezusem w Jego modlitwie, również przyczynia się do złagodzenia gniewu Boga, który jest obrażany i odrzucany. Jest to również modlitwa o miłosierdzie dla grzeszników. Oni najbardziej tego miłosierdzia potrzebują. W przeciwnym razie nie ma dla nich ratunku. Destrukcyjna siła grzechu ich zniszczy.

„Będziesz czynić to, czego cię nauczę”

Pan Jezus obiecuje św. Małgorzacie, że będzie ją uczył tego, czego od niej oczekuje. Rozważając te słowa powracamy do Ogrójca, gdzie Pan Jezus trzykrotnie przychodzi do Apostołów i budzi ich z senności. Chce, aby z Nim czuwali, ale oni ulegają słabości. W tym trzykrotnym przychodzeniu możemy widzieć również zapowiedź tego, co się dzieje w naszym życiu. Potrzebujemy tego wielokrotnego przychodzenia Jezusa. Jest dla nas błogosławieństwem, gdy budzi nas z uśpienia, ociężałości, lenistwa, oziębłości i innych podobnych postaw, a także daje nam siły do trwania z Nim na modlitwie.

Z tej perspektywy patrzę również na nasz rozwój rozumienia Godziny świętej. Jezus przychodzi do nas w kolejnych latach naszego życia cierpliwie zapraszając do Ogrójca. Wprowadza nas w to, co sam przeżywa. Pomocą są również przykłady świętych, szczególnie św. Faustyny, św. Jana Pawła II i św. Małgorzaty Marii Alacoque.

Św. Faustyna pisze: „Upłynęły cztery dni po ślubach wieczystych. Starałam się odprawić godzinę świętą. Był to pierwszy czwartek miesiąca. Jak tylko weszłam do kaplicy, ogarnęła mnie na wskroś obecność Boża. Czu­łam wyraźnie, że Pan jest przy mnie. Po chwili ujrzałam Pana. całe­go ranami pokrytego – i rzekł do mnie: Patrz, kogoś zaślubiła. Ja zrozumiałam znaczenie tych słów i odpowiedziałam Panu: Jezu. więcej Cię kocham widząc Cię tak zranionego i wyniszczonego, niżelibym Cię ujrzała w majestacie. – Jezus pyta: Dlaczego? – Odpowiedziałam: Wielki majestat przeraża mnie, maleńką nicość, jaką jestem, a rany Twoje pociągają mnie do Serca Twego i mówią mi o wielkiej miłości Twojej ku mnie. Po tej rozmowie nastąpiło milczenie. Wpatrywałam się w rany Jego święte i czułam się szczęśliwa cierpiąc z Nim. Cierpiąc nie cierpiałam, bo czułam się szczęśliwa poznając głębię Jego miłości, a godzina upłynęła mi jako jedna minuta” (Dz. 252).

Ks. Kard. Stanisław Dziwisz dał takie świadectwo o św. Janie Pawle II: „W każdy czwartek przeżywał godzinę świętą. Nigdy jej nie opuszczał, nawet podczas najbardziej intensywnych podróży apostolskich. Spędził niejedną noc na modlitwie w kaplicy, szczególnie wtedy, gdy piętrzyły się problemy w Kościele i świecie”.

„Godzina Święta”

Pod wpływem objawień św. Małgorzaty zaczęła się rozwijać praktyka czwartkowej modlitwy, która została nazwana Godziną świętą. W roku 1829 zostało założone Arcybractwo Godziny Świętej, zatwierdzone przez Piusa VIII dla Francji i kilku innych krajów, rozszerzone na cały Kościół przez papieża Grzegorza XIV.

Papież Pius XI w encyklice „Miserentissimus Redemptor” wydanej w 1928 roku, a poświęconej powszechnemu obowiązkowi wynagrodzenia Najświętszemu Sercu Jezusa, nazywa godzinę świętą praktyką miłości i wynagrodzenia. Pisze w tym dokumencie, że Pan Jezus zlecił dwie pobożne praktyki świętej Małgorzacie Marii: „by przyjmowali z intencją ekspiacyjna tak zwaną komunię wynagradzającą oraz by praktykowali nabożeństwo nazwane słusznie godziną świętą oddając się przez pełną godzinę modlitwie i pokutnym błaganiom”.

W 1933 roku Penitencjaria Apostolska nadała odpusty dla osób przeżywających godzinę świętą podając również wyjaśnienie, czym jest ta pobożna praktyka. Czytamy w tym dokumencie że „modlitwy w czasie godziny świętej do tego głównie zmierzają, by przypomnieć wiernym mękę i śmierć Jezusa Chrystusa i pobudzić ich do rozważania i uczczenia Jego płomiennej miłości dzięki której ustanowił boską Eucharystię pamiątkę męki swojej oraz do zadośćuczynienia i wynagrodzenia za swoje i cudze grzechy”.

Jan Paweł II w liście apostolskim do wszystkich biskupów z 1980 roku ku czci Najświętszej Eucharystii wymienia godzinę świętą wśród różnych form pobożności eucharystycznej: „Uwielbienie Chrystusa w tym Sakramencie miłości winno znajdować sobie wyraz w różnych formach pobożności eucharystycznej, jak np.: nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, adoracje, wystawienia, godziny święte, (czterdziestogodzinne nabożeństwa), błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, procesje teoforyczne, kongresy eucharystyczne” (nr 3).

Jak przeżywać Godzinę świętą?

Jej najbardziej istotną cechą jest łączenie się z Jezusem, który modli się w Ogrójcu. Ta jedność może się wyrazić milczeniem, rozważaniem Jego słów, skupieniem się na ewangelicznych opisach wydarzeń z Ogrójca, odkrywaniem związku modlitwy Jezusa w ogrodzie oliwnym z Ostatnią Wieczerzą i z całą Jego męką, a także z całym Jego życiem.

Można też skorzystać z propozycji, która jest oparta o przekaz Ewangelii św. Mateusza. Wyróżnia ona cztery etapy tej modlitwy.

Wprowadzenie - Jezus „wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana” (Mt 14,33)

Początek czuwania ma charakter prośby o łaskę modlitwy. Do Ogrójca, w przestrzeń Jezusowej modlitwy, człowiek nie wchodzi sam. To Jezus „zabiera ze sobą uczniów”, aby byli przy Nim. Prosimy, aby i nas „zabrał ze sobą”, aby wprowadził nas w wydarzenie uświęcone Jego modlitwą i duchową walką. Przepraszamy Go także za nasze grzechy.

Część I - „Czuwajcie ze Mną” (Mt 26,38)

Pierwsza część czuwania, po wprowadzeniu, koncentruje uwagę uczestników na modlitwie Jezusa i Jego przeżyciach. Przyjmujemy wezwanie Jezusa, aby być z Nim, przy Nim, blisko Niego. Chodzi nie tylko o fizyczną bliskość. O wiele ważniejsza jest ta bliskość serca. Jest to szczególny czas kontemplacji, której pomagają teksty biblijne i komentarze.

Część II - „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Mt 26,41)

W drugiej części czuwania zwracamy większą uwagę na naszą modlitwę i naszą życiową postawę. Ogrójec jest dla Jezusa czasem duchowej walki. Uczymy się od Niego tej walki, aby zwyciężać pokusy i trwać w wierności Bogu.

Część III - „Wstańcie, chodźmy” (Mt 26,46)

Gdy skończył się czas modlitwy w Ogrójcu, Jezus mówi do uczniów: „Wstańcie, chodźmy”. Zaprasza ich, aby szli z Nim dalej, w stronę Golgoty. Nas również zaprasza, abyśmy po przeżyciu modlitwy w Ogrójcu, spojrzeli w stronę ludzi i spraw, do których Chrystus nas prowadzi i do których nas posyła. Ostatnia część czuwania ma charakter modlitwy wstawienniczej we wszystkich intencjach Kościoła i świata, poszczególnych rodzin i konkretnych osób. Szczególną intencją modlitwy w ten czwartkowy wieczór jest prośba za kapłanów oraz o nowe powołania do kapłaństwa.

Zakończenie

Zakończeniem niech będą słowa ks. kard. Karola Wojtyły wypowiedziane w czasie rekolekcji, jakie głosił w Watykanie w 1976 roku: „I oto Kościół stale szuka owej – utraconej wówczas godziny Ogrójca – utraconej przez Piotra, Jakuba i Jana, aby uczynić zadość za tamto opuszczenie, za tamtą samotność Mistrza, która zwiększyła cierpienie Jego duszy”.