Wydrukuj tę stronę

O Marysi

 

O Marysi…

Marysię poznałam  niespodziewanie. Pierwszy e-mail otrzymałam od niej 23 października. Dobrze pamiętam ten dzień, gdyż wiele ważnych zdarzeń w moim życiu ma miejsce właśnie dwudziestego trzeciego dnia miesiąca, kiedy to przez wstawiennictwo św. Ojca Pio zanoszę do Pana różne sprawy.

Dlaczego uważam, że ten e-mail był ważny? Przede wszystkim bardzo mnie ucieszył, bo Marysia jest jedyną osobą, która od początku istnienia strony, poświeconej adoracji chorych napisała do nas i jakże budująco: „Ucieszyłam się, że jest taka [strona]. Sama jestem osobą niepełnosprawną, chorą”.

A ja sądziłam, że ta „zakładka” dla chorych, na stronie adoremus.pl, jest niepotrzebna i nikt nie czyta tekstów tam zamieszczanych. Marysia obudziła we mnie na nowo nadzieję w sens jej tworzenia.

Jest jeszcze kilka innych powodów, dla których cieszę się korespondencją, którą prowadzimy od tamtego pamiętnego dnia i o nich również chciałabym napisać. Za zgodą Marysi będę cytowała fragmenty jej korespondencji.

Ale najpierw kim jest? Najkrócej: żoną, matką i bardzo dzielną kobietą, która pomimo swej postępującej, nieuleczalnej choroby wykorzystuje te „coraz krótsze okresy aktywności”. Chce  bowiem, pośród swej „niemocy i osłabienia takiego, że nawet trudno otworzyć oczy, a co dopiero sięgać po komputer i pisać cokolwiek”, służyć ludziom na tyle, na ile jest to możliwe w jej  sytuacji.

Myśli o swych bliskich. Ważne są dla niej nie tylko ich ciała, ale przede wszystkim dusze. Ich wiara jest  przedmiotem największej troski.

Przez ostatnie lata przygotowywała adoracje na Dzień Chorego, ale też na comiesięczne trzecie piątki w swej parafii. Od pół roku już tego nie robi… Każdy, kto przychodził na adorację dostawał tekst wydrukowany. „Pisząc adoracje, o które mnie poproszono, sama zbliżam się do Najwyższego. Widzę wyraźnie, że robiąc cokolwiek dla innych sami najwięcej korzystamy. Znana to prawda, że dając otrzymujemy”.

Codzienne czynności zajmują Marysi sporo czasu, ponieważ wszystko robi wolno. Mimo to ma teraz stały obowiązek: „przygotować cotygodniowe spotkanie naszej grupy „Ziarno Słowa". W każdy wtorek mamy swoją Mszę połączoną z nieszporami; składamy na ołtarzu chlebek, a potem w salkach dzielimy się najpierw Słowem Bożym (z nieszporów i czytań Mszy), a potem chlebem. Każdy ma wydrukowaną kartkę, którą przygotowuję, z tym Słowem, którym najpierw się modlimy, a potem dzielimy. Od dawna marzy mi się ciąg dalszy, tzn. dzielenie się tym Słowem z samym Jezusem na adoracji (Adoracja Słowa)”.

W tym, co sama pisze, widać pełną miłości troskę o Kościół, o swoją wspólnotę parafialną, jako miejsce, gdzie Jezus Eucharystyczny powinien być adorowany często. „Proszę o modlitwę, aby ożywiły się adoracje w naszej parafii. Mam też nowy pomysł na adoracje SŁOWA...  Mam tylko coraz mniej siły, choroba wolno, ale postępuje. Więc niech się coś zacznie dziać i niech ożywi Duch Święty parafię, ludzi, aby wszyscy inni tworzyli te adoracje, abyśmy nauczyli się ciszy, aby może kiedyś i nasze parafie znalazły się na mapie adoracji w Polsce, takiej na przykład jak z radością znalazłam na stronie adoremus.pl. Proszę o modlitwę za moje miasto... proszę o modlitwę za mnie, aby duch adoracji w parafii wzrastał, a ja się umniejszała... abym kochała siebie i innych Jego Miłością... bardzo o to proszę, bardzo tego potrzebuję. Teraz wiem, że to dla mnie jedyne wyjście, a nieprzyjaciel atakuje lękiem, słabością, niemocą... uderza w to, co najbardziej boli, w dorastające dzieci”.

Trzy lata temu Marysia napisała świadectwo do kwartalnika „Wypłyń na głębię”. Oto fragment. Teraz już wiem skąd ta jej siła… 

„Każdy ma swoją niepowtarzalną Drogę Życia. Moja droga jest najpiękniejsza, od urodzenia otoczona jestem opieką Niepokalanej - urodziłam się w Jej święto – 8 grudnia. Byłam ochrzczona 2 lutego – czyli znów z Maryją zostałam Ofiarowana w Świątyni Przemienienia Pańskiego. Z opowiadań wiem, że gdy zostałam jako niemowlę przywieziona do domu, moja Babcia oddała mnie Matce Bożej w opiekę. W swoim dorosłym życiu wielokrotnie ponawiałam to oddanie – poprzez przyjęcie Szkaplerza, aż po mój prywatny Akt Zawierzenia Maryi. Chciałabym aby to było do końca „Totus Tuus przez Niepokalaną”, tak jak Ojciec Święty.

13 maja 1981 – dniu zamachu na Ojca Świętego – zdawałam maturę. Zapewne nie przez przypadek zaczęłam swoje dojrzałe życie właśnie wtedy. Wierzę, że w życiu nie ma przypadków – to nasz Niebieski Ojciec pomaga nam odkryć swoją Boską Wolę poprzez zdarzenia. Nazywam cudami na mój prywatny użytek.

Moja Patronka – Niepokalana Maryja prowadzi mnie przez życie z miłością, czułością i delikatnością. Mam najukochańszego męża i cztery córki, które są moją radością.
Spotkałam na tej drodze dużo wspaniałych ludzi, tak wiele dostałam.
Teraz jest czas choroby. Także dostałam ją w darze, wszystkie skutki tej choroby są łaską.
Wszyscy wiemy, że nasze Drogi Życia po tej stronie się skończą.
Dla mnie łaska czasu choroby tkwi w tym, że przygotowuje mnie ze spokojem na odejście. Odziera te ludzkie przywiązania, które - tak czuję - po tej drugiej stronie byłyby mi niepotrzebnym ciężarem ...”

Tyle Marysia, ta pełna wiary, nadziei, miłości kobieta, której postawa jest dla mnie uobecnianiem słów św. Pawła: „ Pan mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12,9).

Antonina OV