Wydrukuj tę stronę

Rozważanie rekolekcyjne 4 - "Wstańcie, chodźmy!"


Myśl pierwsza - Przebudzenie

Ojciec Święty Benedykt XVI w homilii wygłoszonej na pogrzebie Jana Pawła II powiedział: „«Wstańcie, chodźmy!» – tymi słowami bu­dził nas z wiary zmęczonej, ze snu uczniów, tych z wczoraj i tych współczesnych”. Potrzebujemy przebudzenia, otwarcia oczu, nowej gorliwości, odnowienia duchowego. Kiedyś Chrystus, w Ogrodzie Oliwnym, pytał sennych i zmęczonych uczniów: „Czemu śpicie?” (Łk 22,46). W naszych czasach czyni to samo przez tych, których wybrał. Pontyfikat Jana Pawła II był wielkim budzeniem tych, których wiara została osłabiona i nie wpływa na życie, którzy uśpili sumienie i nie słyszą jego głosu, którzy przyjęli chrzest, ale o nim zapomnieli, których Duch Święty namaścił w sakramencie bierzmowania, ale oni nigdy nie poszli do świata, by stawać się świadkami Chrystusa, którzy przyjęli sakrament małżeństwa, ale nie byli zdolni do prawdziwej miłości. Przebudzenia duchowego potrzebujemy wszyscy, nie tylko ci, którzy odeszli od Boga.

Budził nas Bóg z uśpienia przez św. Faustynę, św. Ojca Pio, bł. Matkę Teresę z Kaluty i całą rzeszę ludzi, którzy oddali się Bogu do końca, a Bóg posłał ich do świata, by zanieśli mu miłość. Teraz przygotowujemy się do beatyfikacji tego, którego Bóg uczynił niezwykłym znakiem dla tego pokolenia i dla tych, którzy po nas przyjdą. Za jego sprawą słowa Chrystusa: „Wstańcie, chodźmy!” i wszystkie inne słowa składające się na orędzie Ewangelii, brzmią ze szczególną mocą.

Przebudzenie, które łączy się z rozważanymi słowami Chrystusa, dotyczy dwóch działań: modlitwy oraz pójścia na mękę. Pan Jezus mówi: „Wstańcie i módlcie się” (Łk 22,46) oraz „Wstańcie, oto zbliża się mój zdrajca” (Mt 26,46; por. Mk 14,42). Te pierwsze słowa wzywają do oddania się w ręce Boga, to drugie oznaczają wydanie się w ręce ludzi. Konieczne jest przebudzenie modlitewne, nowa jakość naszej modlitwy, głębia naszego zjednoczenia z Bogiem. Niemniej konieczne jest przebudzenie apostolskie, oznaczające pójście do ludzi, także wtedy, gdy oznacza to cierpienie, zdradę, oddanie życia.

Pytania: Jakie znaki „przebudzenia duchowego” widzisz w swoim życiu? Modlisz się z więcej, chętniej, z większym zaangażowaniem? Umiesz lepiej łączyć modlitwę z życiem?

Myśl druga - „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”

Chrystus wzywając do modlitwy podaje tę jej szczególną intencję. Mamy się modlić przed największym zagrożeniem, jakie na nas czyha. Przychodzi jako pokusa. Chce odciągnąć nasze myśli od Boga, naszą wolę oddać w służbę egoizmowi, a nasze serce wydać na pastwę pożądliwości.

Człowiek musi być mocny wewnętrznie i głęboko zjednoczony z Bogiem, aby móc oprzeć się pokusie, z jaką spotyka się każdego dnia. Bez tej wewnętrznej mocy świat bardzo szybko wciągnie człowieka w swoją logikę myślenia, ukaże własne priorytety i będzie przekonywał, że prawem życia jest prawo dżungli, w którym każdy walczy o swoje. Kto ulega temu myśleniu, ten widzi, że coraz łatwiej przychodzi mu kłamstwo, coraz częściej kusi go oszukiwanie innych, coraz mniej ma wyrzutów sumienia, gdy zaniedbuje rodzinę lub zdradza przyjaciół, coraz częściej każde działanie potrafi usprawiedliwić i przewrotnie nazwać go dobrem lub przynajmniej „mniejszym złem”.

Pan Jezus mówi: „Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie”, ale istotną cechą pokusy jest to, aby się nie modlić, zaniedbywać modlitwę lub odmawiać ją w pośpiechu i bez zaangażowania serca. Podstawowa walka duchowa toczy się więc na odcinku samej modlitwy. Kto się modli, staje się mocniejszy i potrafi odrzucić pokusy, zgodnie ze słowami Chrystusa. Jeśli się nie modli, nie będzie też trwał w bliskości Boga, a więc straci niezwykłe Dobro.

W kontekście całej Ewangelii, wezwanie to oznacza również wskazanie kierunków rozwoju modlitwy. Apostołowie chcieli się modlić, ale nie bardzo im to wychodziło, więc wołali: „Panie, naucz nas modlić się!”. Słowo „modlitwa” oznacza najpierw odmawianie konkretnych tekstów modlitwy. Kiedy wiara człowieka rośnie, słowo to zaczyna coraz bardziej wyrażać całość naszej relacji z Bogiem. Modlitwą jest wtedy także słuchanie Boga, trwanie przy Nim w ciszy, radowanie się Jego obecnością, przeżywanie z Nim wszystkich spraw codzienności.

Wielki Post, który przeżywamy, ubogacony przygotowaniem do beatyfikacji Jana Pawła II, to szczególne okazje do tego, aby nasza modlitwa nabrała ducha i stała się radością naszego życia, byśmy na te niezwykłe spotkania z Bogiem nie żałowali czasu ani sił.

Pytania: Czy znasz główne pokusy swego życia? Czy troszczysz się o rozwój swojej modlitwy? Czy wśród intencji modlitewnych, z jakimi zwracasz się do Boga, jest także prośba o moc do zwalczania pokus?

Myśl trzecia – Pragnienie adoracji

Konkretyzując nasze refleksje o modlitwie, zatrzymajmy się przy adoracji Najświętszego Sakramentu. W całości naszego życia modlitewnego zajmuje ona ważne miejsce. Św. Alfons Maria Liguori, pisał tak: «Wśród różnych praktyk pobożnych ado­racja Jezusa sakramentalnego jest pierwsza po sakramentach, najbardziej miła Bogu i najbardziej pożyteczna dla nas»”. Ojciec Święty Jan Paweł II cytuje te słowa w swojej encyklice o Eucharystii (por. EdE 25). Słowa te skłaniają do głębszej refleksji. Nie może przejść obojętnie obok nich człowiek, który pragnie pogłębienia swojej modlitwy. Znajduje tu bowiem bardzo cenną wskazówkę i powinien ją uwzględnić w swoich decyzjach.

Co przeżywa człowiek, który głęboko wierzy w obecność Jezusa pod osłoną chleba? Każdy z nas daje własną odpowiedź na to pytanie. Jedni ograniczają się do tego, że przyklękają (i to nie zawsze pięknie), gdy przychodzą do kościoła i wychodzą z niego. Dla innych prawda ta oznacza, że Pan Jezus, obecny w tabernakulum, zaprasza ich do siebie. Został tam dla nich. Jego obecność jest darem, który chcą przyjąć z miłością i na niego odpowiedzieć swoją obecności na modlitwie. Jan Paweł II, przeżywając głęboko tę prawdę, pyta każdego z nas: „Jak nie odczuwać odnowionej potrzeby dłuższego za­trzymania się przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie na duchowej rozmowie, na cichej adoracji w postawie pełnej miłości?” (EdE 25).

Ojciec Święty wyraża zdziwienie, że człowiek wierzący może nie odczuwać potrzeby dłuższej modlitwy przed Najświętszym Sakramentem. Być może część z nas wyraziłaby inne zdziwienie: Po co przychodzić na dłuższą modlitwę indywidualną do kościoła, skoro już byliśmy na wspólnej Eucharystii? Przecież nie ma takiego obowiązku. Jeśli spełniłem obowiązek, to jestem w porządku. Ten święty spokój człowieka zaczyna się burzyć, gdy dociera do niego prawda o miłości Boga całym sercem, całą duszą, całym umysłem i całą mocą. Budzi się to uśpione sumienie wierzącego, gdy docierają do niego słowa Chrystusa: „Pójdź za Mną!”, „Wstańcie, chodźmy”, „Idźcie na cały świat”.

Pytania: Czy przychodzenie na adorację jest potrzebą mojego serca? Czy uważam za słuszne zamykanie kościoła na cały dzień i całą noc? Co oznacza dla mnie takie „zamknięcie Pana Jezusa”? Czy jest to wyraz głębokiej wiary w Jego obecność, z której wynika troska o to, aby Najświętszy Sakrament nie był znieważony, ale z której nie wynika dążenie do tego, aby Go poszczególni członkowie wspólnoty nieustannie adorowali?