Wydrukuj tę stronę

Eucharystia - Chlebem Miłości

 

Eucharystia chlebem miłości
Część 2

 

„Jam jest chleb Żywota!” /J.6,35/

Chryste! Aczkolwiek od lat najmłodszych słyszę te Twoje słowa, którymi niejako przedstawiasz się  mi w Eucharystii i  pragniesz uświadomić mi rolę, jaką spełniasz w moim życiu jako Chleb Żywota, to jednak stale wracam do Ciebie, pragnąc zgłębić treść tych słów. W tej chwili również w tym celu klękam przed Tobą i błagam Cię w pokorze oraz w poczuciu własnej bezradności i niewiedzy: poucz mnie i wstrząśnij moim umysłem i wolą, abym wreszcie począł przystępować do Ciebie z żywą niż dotychczas świadomością, co to znaczy, że Ty jesteś moim Chlebem Żywota. Na razie bowiem raczej tylko przeczuwam, że w tych słowach kryje się coś, co jest zdolne całkowicie odmienić moje życie i uświęcić je.

Jezu! Kimże więc jesteś? – Współcześni Tobie mówią mi: Wszak On jest Synem Cieśli”. A Ty dodajesz, czy raczej uzupełniasz ich oświadczenie, mówiąc: „ Jam jest Chleb Żywota!”. W tym tytule rozmiłowałeś się, więcej niż w nazwie „Syn Cieśli” – tego tytułu używasz ze szczególnym upodobaniem. – Czy więc istnieje jakieś powiązanie między tymi dwoma tytułami?

„Syn Cieśli” - tytuł ten wskazuje na zawód, który tak długo wykonywałeś, służąc nim ludziom. Zawód ten uświęciłeś i to niczym innym, jak Swoją Miłością. Chociaż bowiem był on zawodem najprostszym, to jednak Ty uczyniłeś go najświętszym. – W jaki sposób? – W prosty przemawiający do każdego człowieka – do prostaczka i do mędrca – a mianowicie, stając przy swoim warsztacie pracy, zwróciłeś uwagę naszą na to, że właśnie ten najprostszy zawód jest zawodem koniecznym w powszechnych warunkach życia ludzkiego. Wszak bez wytworów tego prostego rzemiosła życie nasze byłoby dzisiaj wprost niemożliwe, a w każdym razie niezmiernie uciążliwe. Dlatego wykonywanie tego zawodu wśród trudu, potu i zmęczenia jest najistotniejsze dla czynnej miłości. Bo przecież w drobiazgach życia codziennego odczuwamy największą potrzebę delikatnej miłości. I oto Ty, o Jezu, jako prosty rzemieślnik pouczasz mnie, jak powinienem szanować każdą pracę ludzką i na czym ma polegać moja miłość bliźniego w wykonaniu mego zawodu.

Z wdzięcznością za tę naukę a zarazem i ze skruchą wyznaję Ci, że dotąd byłem naprawdę zaślepiony. Bo jakże inaczej nazwać to, że – tyle lat żyjąc w Tobie (bo w Twoim Mistycznym Ciele – Kościele) i karmiąc się Twoim Ciałem – Tobą- Synem Cieśli, nie potrafiłem dostrzec tej tak oczywistej prawdy życiowej. – Oby ta twoja poglądowa lekcja, jakiej mi udzielałeś, oraz tak proste i bezpośrednie jednoczenie się w Komunii św. ze mną, wykonującym swój zawód, kształtowały moje życie na co dzień!

Chryste Panie! W tej chwili począłem już nieco pojmować Ciebie! Mówisz mi o Sobie: „Jam jest Chleb Żywota!” Mówisz mi o tym Ty, Syn Cieśli, który z pełną miłością wykonujesz Swój zawód...a więc spełniasz to, bez czego już nie wyobrażam sobie życia; wszak być bez zawodu, to jakoby być niepełnym człowiekiem. A jednak jeszcze istotniejszym czynnikiem mojego życia jest chleb. Przecież nawet wtedy, kiedy nie mam pracy, twierdzę z cała stanowczością, że chleb jest mi konieczny; dlatego upominam się o niego, domagam się go. Bez niego bowiem nie mogę się obyć.

„Jam jest Chleb Żywota!” – rozlegają się głośno w mojej duszy Twoje słowa. To znaczy, że bez Ciebie – że bez tej Miłości, której jesteś pełen; którą jesteś sam, bo jesteś Bogiem, a Bóg jest Miłością – niemożliwym jest obyć się w życiu duchowym, zupełnie tak samo, jak bez razowego bodaj chleba nie można obyć się w codziennym życiu na ziemi.

W tej chwil zaczynam już łączyć te na pozór różne Twoje tytuły: Syn Cieśli – Sakrament Miłości (bo często i tak nazywany jesteś w Eucharystii) - Chleb żywota. Przecież to wszystko jest jedno to samo! I streszcza się w jednym zdaniu: „Tyś jest Pan mój i Bóg mój! Ty jeden masz słowa Żywota wiecznego!”.

Zestawienie trzech Twoich tytułów nasuwa mi znamienne i jakżeż krzepiące mnie uwagi. Po pierwsze jesteś Synem Cieśli, uczącym mnie pracować i odsłaniającym mi rolę zawodu w życiu moim i całej społeczności, polegającej na czynnym i miłosnym usługiwaniu. – Po drugie jako Syn Cieśli, pracujący w pocie czoła dla zbawienia ludzkości (po to bowiem przyszedłeś na ziemię), jesteś zarazem dla mnie Chlebem Żywota, bo zapewniającym mi Życie duszy. – Po trzecie, dlatego właśnie, że jesteś dla mnie takim Chlebem, jesteś zarazem Miłością – ową istotną treścią mojego życia. Czyli jesteś dla mnie Chlebem, sycącym mnie Odwieczną Miłością, a więc prawdziwie dającym mi Życie! Albowiem bez tej Miłości nie ma Życia... nie ma po co żyć, pracować, męczyć się, poświęcać...

Chryste! To znaczy, że – ilekroć podchodzę do Stołu Pańskiego, aby karmić się Twoim Ciałem – winienem czynić to tylko po to, aby z Tobą, w Tobie i przez Ciebie nauczyć się miłować na Twój sposób... kochać po królewsku czyli w Tobie i z Tobą oddawać się na okup za wielu po to, aby wszyscy w obfitości mieli Życie. A to jest już iście królewska funkcja: tak urządzać życie drugich, aby mogli osiągnąć wieczne szczęście!

O Jezu to wszystko dokonujesz w tak bardzo prosty sposób! Oto dajesz mi Swoje Ciało – ów Chleb Żywota - na codzienny pokarm duszy. W odpowiedzi na to pożywam Twe Ciało. Ta zewnętrzna forma jednoczenia się Twojego ze mną i mojego z Tobą wskazuje na wewnętrzne – o ileż ściślejsze, istotniejsze i realniejsze – moje połączenie się z Tobą i z Twoim duchem – z Miłością - i na coraz głębsze moje „wcielenie się w Ciebie, a Twoje we mnie, który żyję w tych a nie innych warunkach na ziemi, aby tkwiąc w nich, wielbić Ojca i wracać do Niego. A to wszystko dokonuje się tylko w Miłości. Wszak Duch Święty – Osobowa Miłość- był Sprawcą wcielenia się i zjednoczenia Twojego Bóstwa z ludzką naturą. Podobnie i teraz w Komunii św. On – Miłość- jednoczy mnie z Tobą i sprawia, że Ty żyjesz we mnie, a ja w Tobie! – Zaprawdę, że najprawdziwsze są Twoje słowa: „Kto pożywa Ciało moje i pije Krew moją, we mnie mieszka, a ja w nim” – „Kto we mnie trwa, a ja w nim, ten wiele owocu przynosi; bo beze mnie nic uczynić nie możecie”.

Jezu Chryste! Przyjmować Cię w Komunii św. to znaczy to samo, co pić Miłość u samego Jej źródła, bo z Twojego Boskiego Serca, to znaczy to samo, co dać się pochłaniać Twojej Miłości, aby żyć w Miłości i miłować, żyjąc tylko dla chwały Bożej, którą jest zbawienie każdego człowieka; to znaczy oddawać się Miłości, by Ona – trawiąc mnie – uczyła mnie każdą najdrobniejszą czynnością służyć sprawie zbawienia ludzi... tkwić bez reszty w wielkich, zbawczych sprawach Ojca!

Jakżeż daleko mi jeszcze do tego! Nie rozpaczam jednak, ale z dziecięcą ufnością i niezłomną wiarą w Twoją Boską moc zwracam się do Ciebie i przyrzekam Ci, że od tej chwili coraz bardziej świadomie będę pożywał Twoje Ciało i żebrzę Cię w pokorze i w skrusze: Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości, zmiłuj się nade mną!