Wydrukuj tę stronę

Spraw, abym nie był tchórzem

 

    „(…) Spraw, abym nie był tchórzem, co widzi Twą łaskę tylko w powodzeniu,

 ale pozwól mi znaleźć uścisk Twej dłoni w mej klęsce”. (R.Tagore, Owocobranie)

 

Świadectwo Olka

 

Dziękuję, bo zgodziłeś się na tę rozmowę, niełatwą dla ciebie, w czasie żałoby po śmierci mamy… Mogła chorować i umierać w domu, wśród bliskich, to wielka łaska. Wiem, że opiekowałeś się nią do ostatnich chwil jej życia; przez chyba rok patrzyłeś jak powoli odchodziła z tego świata.

 

Gdzie i u kogo szukałeś pomocy, jesteś przecież mężczyzną niepełnosprawnym fizycznie i sam nie dałbyś rady?

To była, tak bym nazwał, „samopomoc” rodzinna, a w ostatnim stadium choroby, mieszkanie zamieniło się w domowe „hospicjum”.

A miejsce Boga, wiary w tym trudnym czasie?

Z codziennej Eucharystii czerpałem siły na kolejne godziny dnia. Modlitwa osobista dawała mi moc do codziennego funkcjonowania i towarzyszenia mamie w dźwiganiu jej krzyża. Również słowo Boże było i jest dla mnie umocnieniem na drodze życia i drogowskazem, jakimi wartościami mam się kierować. Lektura Bożego słowa koryguje moje życiowe działania, gdy nie jestem pewien, jak postąpić.

Cierpienia chorego, ale i jego rodziny wydają się czasem nie do zniesienia. Jak sobie wtedy z nimi radzić? Masz jakąś receptę?

Oddawanie tego Bogu i trwanie przy tej sytuacji mimo doświadczania zamkniętego kręgu, z którego, po ludzku myśląc, nie ma wyjścia. Można też ofiarować to cierpienie w intencji swego, czy innych nawrócenia.

Czy twoim zdaniem, cierpienie ma jakiś sens?

Przeżywane cierpienie pozwala zastanowić się nad dotychczasowym życiem. Gdyby nie ono, byłbym innych człowiekiem. Myślę też o cierpieniu jako o  wyróżnieniu, bo pozwala inaczej patrzeć na otaczający świat.

Jak myślisz, co pomagało twojej mamie znosić cierpienie?

Mama była świadoma, że odchodzi. Na pewno pomagała jej obecność najbliższych, rodziny. Modliłem się z nią na różańcu, podawała intencje; ta modlitwa dodawała jej sił.

Mówi się, że gdy umiera matka, przestaje się być dzieckiem. Czy ta dorosłość jest dla ciebie trudna?

To jest dla mnie nowe doświadczenie. Nie ukrywam, że liczę na „świętych obcowanie”… Przez całe życie uczymy się bycia dorosłymi. Na pewno ten czas choroby mamy czynił mnie człowiekiem bardziej dojrzałym.

Śmierć mamy, to nie pierwsze wydarzenie śmierci w twoim, niezbyt długim życiu. Parę lat wcześniej odszedł brat. Ale to była inna śmierć…

Tak, bo brat zmarł nagle i w tym sensie było to inne doświadczenie.

Ojciec Święty Jan Paweł II przez cały swój Pontyfikat dodawał nam otuchy tymi słowami, od których rozpoczął swą posługę na Watykanie: nie lękaj się. Gdy był coraz bardziej chory pocieszał i mówił: nie bój się cierpienia, starości, nieporadności, nie uciekaj od krzyża. I wreszcie na koniec: nie lękaj się śmierci, bo śmierć to nie jest klęska i rozpacz, ale przejście i wybawienie; życie nie kończy się, tylko się zmienia.
Czy przypominały ci się te słowa Papieża w czasie choroby mamy i czy dziś o nich pamiętasz?

Te słowa były i są bodźcem, pozwalającym pozytywnie, czyli z nadzieją, patrzeć w przyszłość. Cała nasza egzystencja, jako dzieci Bożych, jest w Jego rękach.

I jeszcze jedna śmierć. Myślę w tym momencie o codziennym obumieraniu osoby niepełnosprawnej. Jest ono związane z niemożnością realizacji planów, pragnień, które jakoś towarzyszą każdemu, ale w tym wypadku natrafiają na barierę – fizyczne ograniczenia. Np. chciałbyś pójść w góry, pobiegać, jeździć na rowerze, a nie możesz.
Czy dobrze cię rozumiem, można to nazwać obumieraniem?

Jeżeli patrzę na cierpienie, jako na wyróżnienie, to nie mogę się z tym zgodzić. Człowiek zdrowy inaczej patrzy na życie niż chory. Te ograniczenia mi nie doskwierają aż tak bardzo. Przyjmuję z pokorą, to czym mnie Bóg obdarzył, zdaję się na Jego prowadzenie.

Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że Bóg cię kocha?

Tak.

Czy w to wierzysz, kiedy fakty wydają się mówić inaczej?

Wiara pozwala mieć nadzieję, że Jego wolą jest nasze życie na ziemi i przejście  do ojczyzny niebieskiej w momencie, kiedy tego będzie chciał.

W czym więc widzisz tę miłość Boga do siebie?

Pomimo ograniczeń fizycznych mogę funkcjonować w miarę samodzielnie, co jest, moim zdaniem, dowodem Bożej troski o mnie i doświadczeniem, że Bóg jest przy mnie.

 * * *

Kończąc tę rozmowę, chciałabym życzyć tobie, ale i sobie, abyśmy zawsze powtarzali za Hiobem, mężem sprawiedliwym, który wiele nacierpiał się w swoim życiu, te słowa: „Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione”.

Dziękuję. Szczęść Boże.

Rozmawiała Antonina OV